19.11.2015
9.11.2015
Maść rozgrzewająca na zimne stopy
Każdej jesieni zaczyna się okres kiedy "zmarzluchy" - osoby o wiecznie zimnych dłoniach i stopach, cierpią szczególnie.
Kiedy zakładanie wełnianych skarpetek do snu także nie pomaga, albo jest niewygodne polecam zrobić rozgrzewającą maść do stóp.
Składniki w wiekszości przypadków znajdują sie w kuchni i w ogródku.
Nie ma potrzeby użyć wszystkich, jeżeli czegoś zabraknie nic nie szkodzi.
Każda z wymienionych roślin jest już sama w sobie rozgrzewająca.
W mojej maści znalazły się w proporcjach jak na zdjęciu:
Kiedy zakładanie wełnianych skarpetek do snu także nie pomaga, albo jest niewygodne polecam zrobić rozgrzewającą maść do stóp.
Składniki w wiekszości przypadków znajdują sie w kuchni i w ogródku.
Nie ma potrzeby użyć wszystkich, jeżeli czegoś zabraknie nic nie szkodzi.
Każda z wymienionych roślin jest już sama w sobie rozgrzewająca.
W mojej maści znalazły się w proporcjach jak na zdjęciu:
- kora cynamonowa
- owoce starzęśli rozesłanej ( mogą być liście)
- korzeń chrzanu
- imbir
- gorczyca
- pieprz cayenne
- Wszystkie składniki nierozdrobnione należy zemleć lub zmiksować z alkoholem ok 40% w takiej proporcji aby powstała gęsta papka.
- Gorczycę najpierw rozetrzeć z zimną wodą, później (po ok 30 min) dorzucć do papki.Odstawić na kilka dni do maceracji.
- Rozpuszczamy dowolny tłuszcz, który będzie stanowił podkład maści : smalec wieprzowy lub gęsi, olej kokosowy, masło shea lub oleje. Nie używajcie wazeliny!
- Do rozpuszczonego tłuszczu (temp. max 60-70 stopni C) dodajemy papkę z ww roślin rozgrzewających. Stosunek papki do tłuszczu max 1:2.
- Macerujemy kilka godzin
- Ponownie rozgrzewamy do stopienia tłuszczu i przecedzamy najlepiej przez szmatkę, którą można skręcić i wycisnąć dokładnie macerat.
- Do tłuszczu dodajemy lanolinę i wosk ponownie ogrzewając.
- Tutaj powinny znaleźć się proporcje tłuszczu, wosku i lanoliny. Próbowałam odnaleźć jakąś tablę, wzór czy przepis z takimi proporcjami. Konsultowałam się z farmaceutami i kosmetologami, ale nie uzyskałam takiego wzoru czy kalkulatora - jeśli macie to będę wdzięczna za pozostawienie informacji w komentarzu. Proporcja lanoliny i wosku do tłuszczu zleży jakich roślin (zawartość wody w surowcu) i tłuszczu użyjemy. Lanoliny nie możemy użyć zbyt dużo bo maść będzie ciężko się rozsmarowywała, choć lanolina ma pozytywne właściwości sama w sobie to tutaj służy jako emulgator. Ja użyłam tłuszczy zwierzęcych i na szklankę tłuszczu dodałam łyżkę lanoliny. Wosk też bardzo korzystnie wpływa na skórę, ale zbyt dużo tworzy film na skórze. Podobnie jak lanoliny dałam łyżkę wosku na szklankę tłuszczu.
- Wszystko dokładnie mieszamy w temp. max 70 stopni C do połączenia się składników.
- Przelewamy maść do pojemników.
- Po wystudzeniu maść jest gotowa do użycia.
Maść rozgrzewająca doskonale nadaje się także przy przeziębieniach do nacierania klatki piersiowej i pleców a także na bolące stawy i mięśnie.
UWAGA: rośliny polecane przeze mnie są drażniące, proszę wykonać w zgięciu łokcia test na indywidualną wrażliwość.
7.11.2015
Jak zrobic musztardę ? Czyli musztarda z gruszkami.
Dostałam sporą część do domu i delektowałam się tym oryginalnym smakiem.
Postanowiłam w końcu i ja zrobić musztardę. Oczywiście przepis znalazłam na blogu Oli.
Jest bardzo prosty w wykonaniu i składa się z dostępnych składników :
Mostarda izerska
4-5 dużych gruszek
300 ml gorczycy
2 łyżki czarnej gorczycy
200 ml octu jabłkowego
100 ml wody
kilka ziarenek ziela angielskiego
listek laurowy
kilka plasterków imbiru
kilka goździków
miód
sól do smaku
Na początek wstawiamy gruszki do piekarnika nagrzanego do tem. 200 stopni C.
Ola polecała wydrążyć gniazda nasienne, ja tego nie robiłam przed pieczeniem, ale po - gruszka praktycznie nie ma tego gniazda.
aha - myjemy i nie obieramy
Kiedy gruszki są w piekarniku przygotuj zalewę do gorczycy: ocet, woda, ziele angielskie, listek laurowy, imbir i goździki lądują w garnku.
Doprowadzamy do wrzenia najlepiej pod przykryciem. Wyłączamy kuchenkę i pozostawiamy do naciągnięcia 10 min.
Po tym czasie należy wyjąć przyprawy i wsypać gorczycę.
Gorczyca po ok 30 min nasiąknie zalewą i wtedy jest dobry moment do miksowania.
Upieczone gruszki kroimy w kawałki, dodajemy gorczycę, miód, sól i miksujemy. Można na gładką masę lub pozostawić troche całych ziaren i gruszek w kawałkach, wg upodobań.
Przekładamy musztardę do słoiczków i pasteryzujemy kilka minut.
Dzięki Ola za udostępnienie rodzinnego przepisu na domową musztardę :)
Powinnam wspomnieć, że taka domowa musztarda jest nie tylko dodatkiem smakowym do dań obiadowych, kanapek ale jednocześnie lekarstwem.
W tym miejscu miały znaleźć sie właściwości zdrowotne i skład gorczycy aby jeszcze bardziej zachęcić tych, którzy jeszcze nie są przekonani do własnoręcznego wykonania musztardy i częstego jej używania.
Jednak przeglądając wszelkie źródła na ten temat spotkałam takie zdanie, które w sumie zawiera wszystko co chiałam Wam o gorczycy przekazać.
„Między ziółmi, które Pitagoras sławił, miała na pierwszym miejscu sinapis, to jest gorczycę kłaść. Rozgrzewająca jest ona i osuszająca w czwartym stopniu. Przeto lepkie soki rozrzedza i wyciąga. Pali nawet skórę, tak wielka jest moc jej ciepła: a największa moc zda się kryć w nasieniu. (...) Gdyje spożyć, krzepi ono żołądek i uspokaja sapanie; ubite, w occie namoczone i do rany przyłożone ukąszenia węży leczy"
Odo Magdunensis
ps. 300 ml gorczycy to 6 standardowych opakowań
5.10.2015
Jastrzębie Miasto Zdrowia - warsztaty terenowe
W moim mieście jest prowadzona edukacja zdrowotna w ramach akcji Jastrzębie Miastem Zdrowia. Patronat honorowy objęła Prezydent Pani Anna Hetman.
Kilka miesięcy temu zostałam poproszona o poprowadzenie jednego z wykładów.
Zwykle wykłady odbywają się w jastrzębskiej szkole.
Słuchacze wygodnie siedzą a wykładowca przygotowuje ciekawy wykład połączony z multimedialna prezentacją w tematyce zdrowotnej.
Ja zaproponowałam aby mój wykład odbył się w Parku Zdrojowym na wolnym powietrzu.
Było to ryzykowne zwłaszcza, że pogoda nie dopisała i co chwila padał deszcz.
Jednak nie przestraszyło to słuchaczy i zjawili się punktualnie z parasolkami w ręku a niektórzy w kaloszach.
Pani Prezydent również przybyła na wyznaczone miejsce.
Spotkanie trwało 3 godziny a co o nim sądzą słuchacze możecie przeczytać tutaj.
Kilka miesięcy temu wysłałam do Urzędu Miasta projekt na stworzenie dydaktycznej ściezki edukacyjnej w naszym mieście, niestety otrzymałam odmowną odpowiedź, mam się przypomnieć za 2 lata kiedy skończy się rewitalizacja Parku.
Wiosną zaproponowałam ten sam projekt na zagospodarowanie OWN.
Trzymajcie kciuki, może kiedyś uda się zrealizować moje marzenie...
Kilka miesięcy temu zostałam poproszona o poprowadzenie jednego z wykładów.
Zwykle wykłady odbywają się w jastrzębskiej szkole.
Słuchacze wygodnie siedzą a wykładowca przygotowuje ciekawy wykład połączony z multimedialna prezentacją w tematyce zdrowotnej.
Ja zaproponowałam aby mój wykład odbył się w Parku Zdrojowym na wolnym powietrzu.
Było to ryzykowne zwłaszcza, że pogoda nie dopisała i co chwila padał deszcz.
Jednak nie przestraszyło to słuchaczy i zjawili się punktualnie z parasolkami w ręku a niektórzy w kaloszach.
Pani Prezydent również przybyła na wyznaczone miejsce.
Spotkanie trwało 3 godziny a co o nim sądzą słuchacze możecie przeczytać tutaj.
Kilka miesięcy temu wysłałam do Urzędu Miasta projekt na stworzenie dydaktycznej ściezki edukacyjnej w naszym mieście, niestety otrzymałam odmowną odpowiedź, mam się przypomnieć za 2 lata kiedy skończy się rewitalizacja Parku.
Wiosną zaproponowałam ten sam projekt na zagospodarowanie OWN.
Trzymajcie kciuki, może kiedyś uda się zrealizować moje marzenie...
ilustracja do warsztatów przygotowana przez jednego z uczestników, nie mogłam się powstrzymać aby pokazać Wam to zdjecie :)
21.09.2015
ZAPRASZAMY NA WARSZTATY ZIOŁOWE- 26.09.2015
ZAPRASZAMY NA WARSZTATY
Warsztaty rozpoczniemy rozpoznawaniem roślin leczniczych i jadalnych dziko rosnących w terenie.
Na początku zrobimy maść rozgrzewająco - leczniczą opartą na recepturze św. Hildegardy z użyciem tłuszczu, żywicy, ziół i wosku pszczelego.
W czasie kiedy składniki maści będą się macerowały opowiem o fermentacji tlenowej, czyli o domowej pordukcji octu.
Co to jest ocet, jak przebiega proces fermentacji octowej, najczęściej popełniane błędy przy produkcji octu, z jakich surowców możnago go wykonać, zastosowanie octu w: fitoterapii, kosmetyce, kuchni...
Popijając napój izotoniczny z wybranych octów (znany od średniowiecza) wspólnie wykonamy ocet krok po kroku, każdy zabierze ze sobą 900 ml gotowego nastawu, którym będzie opiekował się w domu :)
Prezentacja octów : arcydzięglowy, wiśniowy, arbuzowy, rabarbarowy, jabłkowy, winogronowy, z płatków róży i inne, chetni będą mogli popróbować smaku.
Dodatkowo każdy otrzyma matke octową aby natychmiast po powrocie samodzielnie nastawić swój własny ocet z czego dusza zapragnie :)
Zrobimy grypowego pogromcę na bazie octu owocowego z użyciem świeżych antyseptycznych roślin i ziół (czosnek, cebula, chili, chrzan, rozmaryn, imbir). Każdy otrzyma 200 ml preparatu.
Kolejna będzie słodka degustacja ziołomiodów i samodzielne wykonanie preparatu galenowego na 50 % alkoholu. Będziemy używać świeżych ziół m.in. mięta, melisa, hyzop, tymianek, trawa cytrynowa, arcydzięgiel. Każdy zabiera do domu 200 ml ziołomiodu.
Na koniec zrobimy aromatyczną sól z popularnie rosnących ziół: krwawnik, wrotycz, lubczyk, koper, kozieradka, aksamitka, czosnek niedźwiedzi. Sól użyta do sporządzenia mieszanki jest nieoczyszczona pełna wartościowych minerałów.
Wychodząc z kursu zabierasz masę przydatnych i ważnych informacji, mile spędzony czas, smaczne wspomnienia oraz prezenty.
900 ml owocowego nastawu octowego
500 ml pogromcy grypowego
500 ml ziołomiodu
100 ml maści żywiczno - ziołowej
porcja soli ziołowej
matka octowa - starter do produkcji octów i słynnego napoju kombucza
(ps. na zdjęciu brak matki octowej)
Jako ciekawostkę przyniosę do degustacji także cukier geraniowy i opowiem jak zamknąć na zimę olejkowe rośliny bez utraty aromatu nie poddając obróbce cieplnej.
23.06.2015
Pasztet z wątróbek drobiowych, pate, wątrobianka palce lizać :)
Jak zrobić pasztet ?
W kwietniu 2015 r czyli kiedy piszę ten post 2 m-ce temu Tomek Sienicki opublikował na fp Kulinarny Splin przepis na genialny pasztet z drobiowych wątróbek.
Zdjęcie i opis na tyle oddawały smak, że postanowiłam przepis wypróbować.
To była bardzo dobra decyzja!
Od tego czasu pasztet wg przepisu poniżej robię jak tylko kończy się zapas.
A robię od razu wszystkie poniżej składniki x 3.
Smakuje każdemu bez względu na płeć i wiek :).
Jestem bardzo wdzięczna Tomkowi za ten przepis, to jest coś czego szukałam od dawna.
Pasztet, pate, wątrobianka
Kulinarny Splin
:)
SKŁADNIKI
400 g wątróbek drobiowych
200 g cebuli lub szalotki
100 g boczku świeżego, wieprzowego
200 ml bulionu drobiowego lub warzywnego
3 jajka
200 gram masła klarowanego
15 gram morskiej soli
Mielony pieprz
WYKONANIE
Tomek poleca miksowanie wątróbki w dzbanku tak też robiłam do momentu, aż dzbanek miksujący odmówił współpracy. Porcja ze zdjęć jest wykonana poprzez dwukrotne zmielenie w maszynce do mięsa i też jest ok :)
Ja zaczynam od włożenia masła do garnka aby powolutku się rozpuszczało w celu sklarowania. Nigdy nie używałam gotowego klarowanego, który można kupić, więc nie wiem czy pasztet będzie dobry.
Kiedy masło się rozpuszcza kroję boczek i podsmażam.
Boczek rzucam na rozgrzaną patelnię, bez tłuszczu - ten, który jest w boczku za chwilę się wytopi i dodaje wtedy cebulkę.
Kiedy wszystko jest podsmażone zalewam bulionem, rosołem (zawsze gotuje duży gar i mam porcje w zamrażarce gotową do użycia).
2 minutki gotowania (tak poleca Tomek) u mnie to trwa zwykle dłużej bo w tym czasie zbieram pianę z masła aż będzie klarowne. (Na 3 porcje wrzucam 4 kostki).
Pora na przecedzenie cebulki z boczkiem, bo najważniejszy jest bulion. NIE PRZECEDZAJCIE NAD ZLEWEM!!!
Bulion stygnie a ja zabieram się do miksowania/mielenia wątróbki umytej i oczyszczonej z żyłek itp. Istotne jest aby była idealnie zmiksowana i przetarta przez sitko.
Atutem tego pasztetu jest aksamitność i brak jakichkolwiek grudek.
Jeszcze raz blenduje przetarte wątróbki z bulionem, jajkami sklarowanym masłem, solą i pieprzem. Sól zwykle sypie "na oko" ale do tego przepisu radzę starannie odważyć wg przepisu.
W tym momencie można jeszcze raz przecedzić i rozlać do słoików.
Bardzo pomocny jest specjalny lejek. Przydaje się zwykle do nakładania dżemów i innych gęstych rzeczy. Eliminuje zabrudzenie krawędzi słoika i przyśpiesza pracę.
Masa jest bardzo rzadka - wszystko OK, tak ma być!
Słoiki pasteryzujemy 90 minut w temperaturze 90 st.C.
Kiedyś woda za bardzo się podgrzała i wieczko odskoczyło.
Trzeba jednak tej temperatury pilnować.
ps. Słoiki z pasztetem trzymam w lodówce, ale dwa zabrałam na zlot, lodówki nie było przez 2 dni a upał na dworze w okolicy 30 st.C. Nic złego się nie stało. Zapasteryzowany pasztet mozna zabrać więc na wakacje :). Nie mam pojęcia jednak jak długo może być poza lodówką. Nie ma tam jednak konserwantów jak w konserwach... Chyba trzeba zrobić eksperyment dla celów dydaktycznych i 1 słoik pozostawić np. w szafce na dłuższy czas.
18.06.2015
II zlot zielaraski "Z miłości do roślinności"
Długo wyczekiwany przez zielarską społeczność zlot zielarski odbył się w dniach 5-7 czerwca 2015r.
Przygotowania, planowanie, setki wymienionych wpsiów i rozmów telefonicznych z Inez - główną organizatorką oraz Ewą - naszą gospodynią, właścicielką przepięknego ziołowego ogrodu, miało swój finał.
Chyba każdy miał obawy, jak to będzie czy wszystko się uda, czy będzie pogoda, czy ludzie będą zadowoleni.
Mieliśmy swoje wyobrażenie jak to będzie a w głowach wspomnienia z I zlotu zielarskiego sprzed roku.
Jednak wszystkie obawy okazały się niepotrzebne a rzeczywistość przerosła najśmielsze wyobrażenia.
Nic złego się nie przytrafiło, pogoda była przepiękna, ludzie sympatyczni i życzliwi a ilość ziół w ogrodzie Ewy niepoliczalna.
Do końca prawie nie było wiadomo czy prof. Łukasz Łuczaj będzie mógł nas odwiedzić.
Łukasz Łuczaj zjawił się w sobotę i był z nami przez 2 dni. Dzielił się swoją wiedzą z każdym kto tylko zadał pytanie, sam też przyglądał się i przysłuchiwał zlotowiczom.
rośliny w ogrodzie Ewy i Jurka - gospodarzy, którzy gościli nas wspaniale w swoim uroczym obejściu
Na zlocie było do wyboru sporo warsztatów praktycznych i wykładów teoretycznych. Były masaże, terapie, kosmetyki, tloczenie oleju, robienie mydeł i powideł, konkurs nalewkowy i gry na gitarze, ziołowe opowieści i survivalowe sposoby na przetrwanie bez prądu i bieżącej wody.
Małgosia zabrała nas do lasu i opowiedziała o drzewach, ptakach, o ściółce, gospodarce leśnej, co robić kiedy się zgubimy i o niebezpieczeństwie pożarowym.
Na pewno pominęłam jakieś atrakcje, dlatego przeczytajcie jeszcze relacje innych:
Ola domowa i jej relacja
Relacja Inez tutaj
Zezowaty Zorro i jego punkt widzenia
okiem Zielichy
W sobotę przed południem razem z Szymonem poprowadziłam grupę chętnych na warsztaty terenowe z rozpoznawania roślin jadalnych i leczniczych. Podczas warsztatów zebraliśmy rośliny jadalne z których Miłochna, Zielicha i Artur Bokła przyrządzili na ognisku obiad.
Po obiedzie Inez ogłosiła świeto octu, czyli OCTOBERFEST.
Ja pokazałam zlotowiczom matki octowe, opowiedziałam jak proste i pożyteczne jest samodzielne wykonywanie octów. Jaka jest różnica w fermentacji tlenowej i beztlenowej, czli jak niechcący zrobić wino zamiast octu.
Przywiozłam niezwykle mocny ocet z białych winogron bez użycia wody - Ph3 i z kwiatów nasturcji - piękny kolor i specyficzny kolor.
Ktoś ofiarował przepyszny miód i każdy mógł sporządzić sobie oxymel, czyli zdrowy i pysznynapój z octu, miodu i wody.
Inez przedstawiła sposób na wykonanie octu balsamicznego i kilka innych octowych informacji, dalej temat pociągnęła Basia - administratorka forum łuskiewnik, która przekazała wiele informacji nie tylko o octach, ale jak ważna jest właściwa flora bakteryjna w naszych jelitach.
Na "Kursie dla początkujacego zielarza" pokazałam uczestnikom jak przeprowadzić "fermentację" a raczej utlenianie enzymatyczne liści malin, jerzyn, czeremchy, jarząbu.
Degustowaliśmy przefermentowane i ususzone wcześniej liście wierzbówki kiprzycy i bergenii sercolistnej, czyli słynny Iwan czaj i Czirgijski czaj. Uczestnikom zdecydowanie lepiej smakowała wierzbówka kiprzyca.
Kolejnym punktem kursu była degustacja kwasu chlebowego i samodzielne wykonanie. Pokazałam wystrzałowo jak zmienia się nasycenie kwasu chlebowego CO2 z upływem czasu.
Wiozłam kilka litrów kwasu chlebowego na zlot, ale ta butelka poniżej wystrzeliła w bagazniku, zostało tylko zdjęcie :)
Z ziół przywiezionych z mojego ogródka zrobiłyśmy ziołomiód.
Dziewczyny miały okazje spróbować ziołomiódy, które przywiozłam z domu.
Używaliśmy takich narzedzi - bardzo przydatne polecam zakupić
Kiszony czosnek niedźwiedzi i pesto także cieszyły się powodzeniem.
Podczas kursu odwiedził nas prof. Łuczaj, zaskoczony był smakiem marmolady świerkowej i kolorem kwasu chlebowego, dotychczas miał okazje próbować ciemniejszych i gęstrzych, ale pochwalił smak i wykonanie, było mi bardzo miło :). Opowiedział nam o tradycji, rejonach i historii wytwarzania kwasu chlebowego.
Kursantki dostały na zakończenie starter do zrobienia kwasu chlebowego/chleba/barszczu, matke octową do samodzielnego wykonywania octów z czego dusza zapragnie :), sadzonki ziół i płukankę do włosów.
Dziewczyny obiecały, że będą po powrocie do domu informacje z kursu wdrażać w życie, zatem czekam niecierpliwie na ich relacje :)
Wszystko co dobre szybko sie kończy a do końca zostali :
Przygotowania, planowanie, setki wymienionych wpsiów i rozmów telefonicznych z Inez - główną organizatorką oraz Ewą - naszą gospodynią, właścicielką przepięknego ziołowego ogrodu, miało swój finał.
Chyba każdy miał obawy, jak to będzie czy wszystko się uda, czy będzie pogoda, czy ludzie będą zadowoleni.
Mieliśmy swoje wyobrażenie jak to będzie a w głowach wspomnienia z I zlotu zielarskiego sprzed roku.
Jednak wszystkie obawy okazały się niepotrzebne a rzeczywistość przerosła najśmielsze wyobrażenia.
Nic złego się nie przytrafiło, pogoda była przepiękna, ludzie sympatyczni i życzliwi a ilość ziół w ogrodzie Ewy niepoliczalna.
Do końca prawie nie było wiadomo czy prof. Łukasz Łuczaj będzie mógł nas odwiedzić.
od lewej: prof. Łukasz Łuczaj, ja i Inez
Decydujący był fakt, że na zlocie zjawili się także Ania i Artur - prof. Łuczaj bardzo chciał się z nimi spotkać.
Autorzy wspaniałego bloga Oblicza Gruzji i zlotowego kina stodołowego - zaprowadzili nas do pieknej Gruzji poprzez multimedialny pokaz pod gwiazdami wyświetlany na drzwiach stodoły - niezapomniana atmosfera :). Kino było okraszone obrazem, dźwiękiem ale i zapachem swańskiej soli robionej na miejscu.
Łukasz Łuczaj zjawił się w sobotę i był z nami przez 2 dni. Dzielił się swoją wiedzą z każdym kto tylko zadał pytanie, sam też przyglądał się i przysłuchiwał zlotowiczom.
rośliny w ogrodzie Ewy i Jurka - gospodarzy, którzy gościli nas wspaniale w swoim uroczym obejściu
prof. Łuczaj opowiada nam o roślinach w terenie
Na zlocie było do wyboru sporo warsztatów praktycznych i wykładów teoretycznych. Były masaże, terapie, kosmetyki, tloczenie oleju, robienie mydeł i powideł, konkurs nalewkowy i gry na gitarze, ziołowe opowieści i survivalowe sposoby na przetrwanie bez prądu i bieżącej wody.
Małgosia zabrała nas do lasu i opowiedziała o drzewach, ptakach, o ściółce, gospodarce leśnej, co robić kiedy się zgubimy i o niebezpieczeństwie pożarowym.
Na pewno pominęłam jakieś atrakcje, dlatego przeczytajcie jeszcze relacje innych:
Ola domowa i jej relacja
Relacja Inez tutaj
Zezowaty Zorro i jego punkt widzenia
okiem Zielichy
W sobotę przed południem razem z Szymonem poprowadziłam grupę chętnych na warsztaty terenowe z rozpoznawania roślin jadalnych i leczniczych. Podczas warsztatów zebraliśmy rośliny jadalne z których Miłochna, Zielicha i Artur Bokła przyrządzili na ognisku obiad.
Po obiedzie Inez ogłosiła świeto octu, czyli OCTOBERFEST.
Ja pokazałam zlotowiczom matki octowe, opowiedziałam jak proste i pożyteczne jest samodzielne wykonywanie octów. Jaka jest różnica w fermentacji tlenowej i beztlenowej, czli jak niechcący zrobić wino zamiast octu.
Przywiozłam niezwykle mocny ocet z białych winogron bez użycia wody - Ph3 i z kwiatów nasturcji - piękny kolor i specyficzny kolor.
Ktoś ofiarował przepyszny miód i każdy mógł sporządzić sobie oxymel, czyli zdrowy i pysznynapój z octu, miodu i wody.
Inez przedstawiła sposób na wykonanie octu balsamicznego i kilka innych octowych informacji, dalej temat pociągnęła Basia - administratorka forum łuskiewnik, która przekazała wiele informacji nie tylko o octach, ale jak ważna jest właściwa flora bakteryjna w naszych jelitach.
Na "Kursie dla początkujacego zielarza" pokazałam uczestnikom jak przeprowadzić "fermentację" a raczej utlenianie enzymatyczne liści malin, jerzyn, czeremchy, jarząbu.
Degustowaliśmy przefermentowane i ususzone wcześniej liście wierzbówki kiprzycy i bergenii sercolistnej, czyli słynny Iwan czaj i Czirgijski czaj. Uczestnikom zdecydowanie lepiej smakowała wierzbówka kiprzyca.
Kolejnym punktem kursu była degustacja kwasu chlebowego i samodzielne wykonanie. Pokazałam wystrzałowo jak zmienia się nasycenie kwasu chlebowego CO2 z upływem czasu.
Wiozłam kilka litrów kwasu chlebowego na zlot, ale ta butelka poniżej wystrzeliła w bagazniku, zostało tylko zdjęcie :)
Z ziół przywiezionych z mojego ogródka zrobiłyśmy ziołomiód.
Dziewczyny miały okazje spróbować ziołomiódy, które przywiozłam z domu.
Używaliśmy takich narzedzi - bardzo przydatne polecam zakupić
Kiszony czosnek niedźwiedzi i pesto także cieszyły się powodzeniem.
Podczas kursu odwiedził nas prof. Łuczaj, zaskoczony był smakiem marmolady świerkowej i kolorem kwasu chlebowego, dotychczas miał okazje próbować ciemniejszych i gęstrzych, ale pochwalił smak i wykonanie, było mi bardzo miło :). Opowiedział nam o tradycji, rejonach i historii wytwarzania kwasu chlebowego.
ps. w butelce po żytniej jest szampan z kwiatów gruszy :)
Kursantki dostały na zakończenie starter do zrobienia kwasu chlebowego/chleba/barszczu, matke octową do samodzielnego wykonywania octów z czego dusza zapragnie :), sadzonki ziół i płukankę do włosów.
Dziewczyny obiecały, że będą po powrocie do domu informacje z kursu wdrażać w życie, zatem czekam niecierpliwie na ich relacje :)
Wszystko co dobre szybko sie kończy a do końca zostali :
DO ZOBACZENIA ZA ROK :)
IX Franciszkańska Konferencja Zielarsko - Farmaceutyczna
30 maja 2015 r odbyła się IX Franciszkańska Konferencja Zielarsko - Farmaceutyczna w Panewnikach.
W tym roku temat był następujący: "Dieta, profilaktyka i leki roślinne w chorobach onkologicznych"
Podczas konferencji można nabyć materiały bieżace i archiwalne.
Jak co roku zjawił się także Pan Krzysztof Kamiński - redaktor naczelny kwartalnika Porady na zdrowie z którego od kilku lat korzystam i jako stała prenumeratorka otrzymałam od Pana Krzysztofa darmowy archiwalny egzemplarz :).
Na miejscu można także nabyć produkty naturalne kosmetyczne, lecznicze oraz suszone zioła.
Wiele prezentowanych treści można znaleźć w publikacjach, ale nic nie zastąpi osobistego spotkania z autorytetami :).
Nieoficjalna częś konferencji na którą sporo osób także czeka to spotkanie z ludźmi z którymi korespondujemy wirtualnie :).
W tym roku udało nam się odnaleźć bez problemu, znamy się także z warsztatów terenowych organizowanych przez dr Różańskiego w Krośnie, zlotów zielarskich czy poprzednich konferencji.
Bardzo cieszę sie na takie spotkania. Jest to miejsce gdzie są ludzie o podobnych zainteresowaniach, mówimy tym samym językiem.
Dobrze jest w życiu mieć pasje i odnaleźć swoje stado nawet jeśli trwa to zbyt krótko i zdarza się za rzadko.
Jak co roku na koniec pamiątkowe zdjęcie :)
ps.Z. dziękuję za zdjecia :)
W tym roku temat był następujący: "Dieta, profilaktyka i leki roślinne w chorobach onkologicznych"
Podczas konferencji można nabyć materiały bieżace i archiwalne.
Jak co roku zjawił się także Pan Krzysztof Kamiński - redaktor naczelny kwartalnika Porady na zdrowie z którego od kilku lat korzystam i jako stała prenumeratorka otrzymałam od Pana Krzysztofa darmowy archiwalny egzemplarz :).
Na miejscu można także nabyć produkty naturalne kosmetyczne, lecznicze oraz suszone zioła.
Wiele prezentowanych treści można znaleźć w publikacjach, ale nic nie zastąpi osobistego spotkania z autorytetami :).
Nieoficjalna częś konferencji na którą sporo osób także czeka to spotkanie z ludźmi z którymi korespondujemy wirtualnie :).
dr Różański ogląda moją okolicznościową bluzkę z napisem
"Nie wierzę w życie pozaziołowe"
W tym roku udało nam się odnaleźć bez problemu, znamy się także z warsztatów terenowych organizowanych przez dr Różańskiego w Krośnie, zlotów zielarskich czy poprzednich konferencji.
Bardzo cieszę sie na takie spotkania. Jest to miejsce gdzie są ludzie o podobnych zainteresowaniach, mówimy tym samym językiem.
Dobrze jest w życiu mieć pasje i odnaleźć swoje stado nawet jeśli trwa to zbyt krótko i zdarza się za rzadko.
ps.Z. dziękuję za zdjecia :)
14.05.2015
Nie wierzę w życie pozaziołowe.
Nie wierzę w życie pozaziołowe.
kwiat bzu czarnego
Zauważyłam, że większość ludzi można podzielić na grupy:
- jedni mówią "zioła nie działają"
- drudzy "ziołami można się zatruć"
Jest jeszcze trzecia grupa ludzi, którzy świata poza ziołami nie widzą.
Można ich znaleźć między innymi w grupie Poszukiwaczy roślin.
To są osoby, które kiedyś zrobiły ten pierwszy krok i włożyły do ust roślinę która rosła dziko, nie kupili jej w sklepie.
Uwierzyli, że istnieją rośliny jadalne dziko rosnące. Mało tego że jadalne to jeszcze odżywcze a wiele z nich nawet leczniczych.
Wymieniają się pomysłami, przepisami, wrażeniami.
Kto raz spróbował - nie ma już odwrotu.
Chwasty już nie są chwastami tylko sałatką, obiadem, syropem, dekoracją, lekarstwem.
Spacer już nie jest taki sam. Masa zieleni mijana codziennie zamienia się nagle w żywy zielnik.
Trawnik to już nie jest tylko trawa, zielsko, które trzeba regularnie kosić.
Gwarantuję, że jeśli odważysz się zrobić ten pierwszy krok, rozpoznać mniszka, pokrzywę, koniczynę i użyć to Twoje życie nie będzie już takie samo :)
Ja nie wyobrażam sobie juz życia bez roślin. Ta mnogość i różnorodność zachwyca mnie od wielu lat.
NIE WIERZĘ W ŻYCIE
POZAZIOŁOWE :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































